Witajcie kochani:)
Dzisiaj pracowałam nad księgą dla mojej koleżanki, ale efekty pracy pokaże Wam innym razem:) Przed chwilą odwiedziłam bloga Kasi i podziwiałam jej piękne zielone pudełko. Oglądając je wróciły wspomnienia z mojego wesela, gdzie miałam podobne. Pomyślałam, że się nim z Wami podzielę. No a jak pokazywać pudło, to od razu też i mój bukiet ślubny. Zaznaczam, że był to mój drugi bukiet w życiu i jak dla mnie był idealny (jest do tej pory, bo przecież nie zwiędnie) :)
Nigdy nie chciałam bukietu z żywych kwiatów, tym bardziej, że zaraz zwiędną. Ślub miałam we wrześniu czyli w jesień, fotograf powiedział, że przy brzydkiej pogodzie zdjęcia w plenerze trzeba będzie przesunąć. No i tak też było, więc po raz drugi musiała bym zamawiać bukiet. A tak miałam już gotowy, oto i on: